Thaipusam
Marta Miłkowska, 2008-01-29 14:19
Czyli wybuchowa mieszanka chaosu woni i barw hinduskiego święta w Kuala Lumpur
Kolaż barw i smaków otulony płaszczem złota i purpury
Woń wielobarwnych kwiatów przyprawiona intensywnością kadzidełek
a na ziemi.. banany, pomarańcze i kokosy
w bladym świetle zagubionych świec i wschodzącego słońca
- niezwykła mozajka orientu, wprowadzająca zmysły w magiczny taniec chwili
Nastała połowa miesiąca Thai.
Oznajmił ją stopniowo napełniający się księżyc.
Tam, wraz z pocałunkiem złożonym na ostatnim stopniu wielometrowych schodów, składają hołd bogu Murugan. Tam, na wielobarwym ołtarzu zostawią swe dary. Dziekują, proszą, dostępują oczyszczenia.
na początku była woda..
Wszystko zaczyna się nad rzeką.
To tam, pod płaszczem nocy, wierni rozpoczynają pierwszy rozdział swojej dzisiejszej podróży.. Przy blasku porozrzucanych, niby przypadkowo i chaotycznie, świec modlą się o siłę i odwagę, by przejść dzisiejszą próbę.
To tam spotykają się całe rodziny, by wspierać wybrańca, który składa w tym roku ofiarę swego cierpienia bogu Murugan.
To tam następuje ceremonia oczyszczenia, misternych przygotowań i błogosławieństwo.
by nie czuć bólu..
Wierni przybywają do Batu Caves z daleka. Po wielodniowych przygotowaniach, licznych wyrzeczeniach (m.in. powstrzymania się od jedzenia mięsa) nadchodzi ten dzień, gdy mogą usiąść wraz z bliskimi na ziemi pełnej wielobarwnych darów, przystroić swoje ciało licznymi hakami i.. nie czuć bólu..
Fenomen ten tłumaczony jest przez niektórych białym popiołem, którym pokrywane jest ciało. Inni dodają sok z cytryny i mleko, lub czerwoną farbę.. a jednak, to wszystko nie tłumaczy braku krwi i tego nieobecnego spojrzenia.. nawet u najmłodszych..
Wielogodzinne przygotowania trwają..
i poczuć jedność z bogiem..
.. a potem przychodzi moment błogosławieństwa.. poświęcenia..
Ciszę przerywają radosne okrzyki, dźwięk bębnów i śpiewy wprowadzające wybranych w niezrozumiały trans.
Trudno zrozumieć ich krzyki i tańce. Trudno wytłumaczyć tę ekstazę, magię, wielkość emocji i wiary, tak bliską, że prawie dotykalną.. a jednak tak daleką..
pielgrzymka..
Słońce powoli zaczyna zmieniać nasycenie kolorów.. wstaje nowy dzień. Budzi się świat jeszcze wyraźniej ujawniając nieobecność wiernych. W każdym wieku. Każdej płci. Bóg nie stawia granic.
I w takim właśnie nastroju, pełnym coraz intensywniejszej woni kwiatów, rozlewanego mleka i cytryn, pełnym niezrozumiałych krzyków i tańców pielgrzymów, pełnych radosnego tłumu i niesionych na głowach dzbanów z mlekiem – symbolem czystości rozpoczynamy wędrówkę do ukrytej w skale świątyni.
schody do nieba
a na koniec.. prawie 300 stromych schodów.. ostateczna rozprawa ze słabością i lękiem.. by nie zemdleć, by wytrzymać, dotrzeć do celu i znaleźć.. radość czy przerażenie ? Wieczne pytanie o to, co znajdziemy na końcu..
/przed obliczem Boga/
refleksyjnie..
Zaskakująca jest radość, która tych ludzi przepełnia, ulotne uniesienie i niesłychana pewność wiary. W tych wszystkich twarzach niewiele jest brutalności, którą nam łatwo byłoby nazwać wiele z obrzedów Thaipusam.
To, co zastanawia jest jednak głębsze. Bo może nie chodzi tu o spór o to, czy ranienie się powinno być społecznie akceptowane, lecz o symbole tożsamości, które w naszym globalnym świecie tak szybko się gubią.
Ci ludzie, często na codzień eleganccy biznesmeni, raz do roku zdejmują garnitur, by położyć na głowie dzban z mlekiem.. może zatem warto, w dobie powszechnej kalifornizacji, zapytać gdzie się podziało nasze Thaipusam?
na koniec
Bardzo popularna wśóod wiernych jest pielgrzymka z Chinatown w Kuala Lumpur ( gdzie odbywają się przygotowania) do Batu Caves. Przygotowania przy rzece, które opisuję powyżej mają wówczas miejsce w stolicy, a cała ceremonia jest dłuższa i trwa często od wczesnych, nocnych prawie godzin do późnego wieczora następnego dnia).
Warto również zaznaczyć, że nie wszyscy wierni przekłuwają swoje ciało drutami i hakami. Wielu niesie jedynie w ofierze mleko i owoce. Są jednak i tacy, którzy na drutach wbitych w ciało budują całe metalowe konstrukcje – przenośne ołtarze, zwane kavadi.

